To chyba najdłużej oczekujący na wykończenie ciuch w mojej karierze. Wisiał w pracowni praktycznie gotowy przez ponad miesiąc, brakowało mu jedynie regulatorów do pasków. 

Te regulatory wcale nie są tak trudno dostępne, ja po prostu miałam pecha. Najpierw ich przez tydzień szukałam po stacjonarnych pasmanteriach, ale się nie udało, więc się poddałam i zamówiłam je przez internet. Normalnie się przed tym nie bronię, to moje naturalne zakupowe środowisko, ale taki zakup jest totalnie bez sensu, bo dwie sztuki kosztują 2 ziko, a przesyłka minimum 12. No ale trudno, doszłam do wniosku, że wypalę więcej benzyny jeżdżąc po mieście niż ten kurier jadąc do mnie, a stracę przy tym bardzo dużo czasu, a tego to już się wycenić nie da.

Tak więc zamówiłam, i czekam. Minął tydzień, nic. Minęły dwa, pytam się w końcu sklepu:
– Co tam? Jak tam? Jak wakacje? Gdzie moje regulatory?
– Ło pani, urwanie głowy, przeoczyliśmy.
No dobra, trudno, wyślą dziś, za 2-3 dni będę miała, nie denerwuję się. Po tygodniu w końcu upragniona paczuszka pojawiła się w skrzynce pocztowej, otwieram, a tam… jakieś kółka. Nawet o tej samej średnicy i w tym samym kolorze, ale jednak kółka.
Piszę znowu:
– Pani kochana, co żeś mi tu Pani za kółka przysłała, miały być prostokąty.
– Ło ludzie, urwanie głowy, pomyliliśmy się, jutro wyślę właściwe.
Wdech, wydech, już miesiąc koszula się nawisiała, w międzyczasie uszyłam już inne rzeczy (sama nie wiem jak mój mózg to dźwignął), to może jeszcze trochę powisieć, nie denerwuję się bo niezdrowo. Czekam, za 2-3 dni powinny być.
Po 3 dniach nadal paczki nie było, więc już totalnie zrezygnowana odpaliłam allegro i zamówiłam w innym sklepie. Jak możecie się domyślić, dwa dni później dostałam z jednego i drugiego sklepu, a że zawsze zamawiam z lekkim zapasem, w razie gdyby coś się miało uksyć, to mam teraz regulatorów na kilka ciuchów do przodu.

Na szczęście to nie kapusta, nie zepsują się.

Koszulę uszyłam z tego samego materiału co granatową spódnicę – czyli z tkaniny modal i uważam, że bardzo dobrze się sprawdziła na tej części garderoby, fajnie chłodzi, a do tego ma magiczne właściwości – sama się prostuje, więc jak są niewielkie załamania to nie trzeba jej ponownie prasować. Materiał jak zwykle kupiłam w sklepie fastrygi (chociaż już naprawdę staram się szukać w innych sklepach, to jednak ciągle ląduję w tym samym miejscu).

Wykrój jest mój własny, na postawie tej samej konstrukcji co biała oversizowa bluzka. W ogóle niepodobne, a jednak to to samo. Dlatego tak bardzo lubię konstrukcję, wystarczy zmienić wykończenie dekoltu, dać zapięcie z przodu na guziki, zmienić kilka drobnych rzeczy i już powstaje coś zupełnie odmiennego. Jedna dobrze zrobiona konstrukcja, a daje nieograniczone możliwości tworzenia. No miodzio, czego chcieć więcej?

W poprzednim poście (jeśli nie czytałyście to zapraszam) pisałam o tym, że mimo wpadki jestem ogromnie zadowolona z rezultatu. Teraz wracam już do swojego naturalnego trybu narzekania – nie jestem w 100% zadowolona z efektu (myślę, że będzie tego z 85%), a konkretnie z tego jak się układa kołnierzyk, wydaje mi się, że coś poszło nie tak z odszyciem. Wiem jedno na pewno, że kolejnym razem jak będę się brała za kołnierzyki to poświęcę czas na odszycie próbne i nie będę szyła jak zwykle na pałę.

Zadowolona jestem za do niezmiennie od dwóch lat z tych szortów – to jeden z moich ulubionych modeli Burdy, który (co się nigdy nie zdarza) uszyłam identycznie z tym, który był przedstawiony w gazecie. Możecie go znaleźć tu lub w gazecie nr 06 z 2014 roku. Pamiętam, że chyba ze dwa tygodnie szukałam materiału i w końcu dzięki uprzejmości którejś z Pań na fejsbukowej grupie mi się to udało – dostałam go w tym sklepie – nie jestem jednak pewna czy będzie jeszcze dostępny. Moja siostra (bo mam jej uszyć identyczne) kupiła go tutaj.


  • Koszula w militarnym stylu
  • Koszula z tkaniny modal
  • Koszula khaki
  • Kołnierzyk
  • Kieszeń koszuli
  • Rękaw koszuli
  • Koszula i kolorowe szorty
  • Koszula i kolorowe spodenki
  • Koszula khaki i szorty

Udostępnij: