Ciężka jest praca modelki

Po płaszczu, uszycie tej sukienki to była lekka i przyjemna odmiana. Za to zrobienie jej zdjęć to już zupełnie inna bajka. Oficjalnie zdejmuję blokadę z maszyny do szycia i odpalam kolejny projekt.

Sukienkę uszyłam ze sprawdzonej już przeze mnie strony Vikisews. Ten model wpadł mi od razu w oko, bo był w kratkę, a do kratki mam słabość totalną. Spodobały mi się też bardzo marszczenia, przez które jedna strona sukienki się przekrzywia. Lubię takie trochę powydziwiane wykroje. Sukienkę szyło się przyjemnie i bezstresowo, jedyną trudność sprawia wycięcie wykroju, tak, żeby wszystko było ładnie spasowane. W tym wykroju cały spód sukienki jest wykończony odszyciami więc też trzeba było dopasować paski (znaczy moje OCD mi kazało, to nie obowiązek na szczęście). Oczywiście wszystkie odszycia spodu na początku wycięłam odwrotnie i trzeba było operację powtarzać 🙂

Po tym już poszło z górki, instrukcja też jest jasna i czytelna, po samych zdjęciach można spokojnie się domyślić o co chodzi. Jeśli ktoś się zdecyduje na uszycie tej sukienki z gładkiego materiału, to już w ogóle będzie spacerek. Jedyną zmianą jaką wprowadziłam (i zawsze wprowadzam, o ile w oryginale jest inaczej), to spód kołnierza, rysuję go sobie sama bo powinien się różnić odrobinę od wierzchu, do tego rozcinam go na pół i wycinam materiał ze skosu, bo wtedy się ładniej układa.

Tkaninę upolowałam u Agnieszki w jej pracowni, kiedy szyłam płaszcz. Jest to miękka mieszanka wiskozy z poliestrem (miałam już nie szyć z poliestru, ale bardzo mi się spodobała ta kratka). Miękka i lekka, dlatego porę na zdjęcia wybrałam sobie kiepską, akurat kiedy było załamanie pogody i 2 stopnie (odczuwalne minus milion). Zdecydowanie jest to sukienka na cieplejszą część wiosny, albo siedzenie w biurze. Cała sesja trwała 30 minut z przejazdem w dwie strony i byłam przekonana, że na każdym zdjęciu będę miała minę jakbym chciała kogoś zabić. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak mi się udało uśmiechać, bo zmarzłam przepotwornie. Serio, nie uważam już, że praca modelki to jest taka łatwa i lekka, bo przecież każdy potrafi się szczerzyć do zdjęć. Ja po 30 minutach miałam dość i grzałam się pod kocem przez następne 3 godziny.

Nie chcę zapeszyć, ale wydaje mi się, że wena powolutku wraca. Chyba to twórcze spowolnienie, które mnie ostatnio męczyło było spowodowane zimowo-covidową sytuacją, ale teraz wiosna nadchodzi wielkimi krokami i może być tylko lepiej. Mam przynajmniej taką nadzieję. W każdym razie, ściągam blokadę z maszyny bo opublikowałam właśnie ostatnią swoją zaległość, i tym razem jest szansa, że wyrobię się z projektem na właściwy sezon. Stay tuned…



Udostępnij: