Ci, którzy obserwują mnie na instagramie być może kojarzą śliwkową wieczorową suknię, którą uszyłam rok temu – tę z rozpierdakiem w stylu oskarowej Angeliny Jolie. Pochlastałam ją bez skrupułów.

Tym, którzy nie wiedzą o czym mówię prezentuję zdjęcia:

Spektakularna prawda? A to co z niej zostało:

Oj dostałam za to cięgi, pierwsze od kilku moich followersów, po tym jak pokazałam te dwa zdjęcia na instastory, ale największe od mojej siostry, która mi tego wybaczyć nie mogła i pewnie do śmierci tego nie zrobi. Bo dlaczego jej tej sukienki nie dałam? No dramat.

Ale powodów miałam dużo, bowiem sukienka ta miała wiele wad. Właściwie to chyba same wady. Tak naprawdę to spektakularne są tylko zdjęcia, bo robione w cudownej pustynnej i wietrznej scenerii.

  • Po pierwsze primo, założyłam ją na siebie tylko i wyłącznie raz, żeby zrobić sesję. Zwyczajnie nie mam gdzie w niej chodzić, na gale mnie nikt nie zaprasza, uszyłam ją po sezonie weselnym, a jak nastąpił nowy to koroniak, poza tym bądźmy szczerzy, jestem już w tym wieku, że większość moich znajomych już dawno ma tę imprezę za sobą.
  • Po drugie primo, była na mnie już za szeroka w pasie. Udało mi się stracić w talii 8 cm, a to na dopasowanej sukience jest dużo. Na moją siostrę była od zawsze za szeroka w pasie.
  • Szyłam ją na dzień przed wyjazdem na wakacje i okazało się, że góra tego wykroju to kompletny bubel więc musiałam ją na szybko dopasowywać, żeby jako tako leżała. Zrobiłam co mogłam, z zewnątrz wyglądało to całkiem nieźle, natomiast na środek nie mogłam patrzeć, a na poprawianie już nie miałam weny.
  • Sukienka była za szeroka w barkach. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia na kogo ją Burda projektowała (ku przestrodze podam model – 111 z Burdy 03/2013), całkiem możliwe, że na enerdowskie trójboistki. Ja jestem w barach dość szeroka, a ciągle ramiączka mi spadały, co zdążyło mnie doprowadzić do szału podczas jednej krótkiej sesji.

Wymyśliłam, że jeśli ktoś mnie kiedyś na wielką imprezę zaprosi to uszyję sobie taką samą, tylko tym razem sama od podstaw stworzę wykrój na siebie, zrobię odszycie próbne i będzie leżała idealnie. Tę postanowiłam pociąć na kawałki, bo len piękny i żal żeby się kurzył. Tak powstała spódnica. Dół sukienki był wykrojony z klinów, więc siłą rzeczy spódnica też musiała być z klinów. Wykrój zrobiłam sama, ale perfidnie skopiowałam z burdowej spódnicy kieszenie, bo je po prostu uwielbiam. Nie jest taka widowiskowa jak suknia, ale za to bardziej praktyczna, bo już w niej byłam kilka razy. Jestem człowiekiem totalnie pozbawionym sentymentów, dlatego tego zupełnie nie żałuję.

Nie będę się w pierś biła i krzyczała mea culpa!

Drugą gwiazdą tej sesji, a bardziej gwiazdem jest top codzienny od Joulenki. Wykrój na niego ściągnęłam już jakieś dwa lata temu i się zupełnie nie mogłam zebrać do uszycia go mimo, że widziałam jego milion odsłon w internecie, każda świetna. Jakoś nie lubię szyć prostych i niewymagających rzeczy, ale w końcu potrzebowałam właśnie takiego czarnego, prostego luźnego w kroju topu, a do sklepów mam organiczną niechęć. Uznałam, że nie chce mi się robić swojego wykroju, skoro mam gotowy, więc w końcu go uszyłam. Powiem tak, to mój pierwszy top codzienny, ale z pewnością nie ostatni, bowiem zakochałam się w nim na zabój. Nie dość, ze wykrój jest doskonały, to jeszcze miałam szczęście z wyborem tkaniny. Kupiłam wiskozę od Eve Selection i o matko, w życiu nie miałam w rękach czegoś tak delikatnego i miękkiego. Przy szyciu bałam się, że mi się rozpadnie ten materiał w rękach. Oczywiście to tylko złudzenie, bo to tkanina tak samo wytrzymała jak każda inna, ale miałam wrażenie, że szyję ubranie z mgiełki. Połączenie ultrapuchatej wiskozy z luźnym krojem i mam poczucie, że jestem na golasa – czyli bardziej na luzie już się nie dało. Tak pokochałam ten top, że złamałam dla niego swoją żelazną zasadę nie noszenia ciucha dopóki nie zrobię mu zdjęć – zawsze się boję, że podrę albo obleję czerwonym winem (to nic, że nie piję czerwonego wina).

Zdjęcia tym razem są bardziej artystyczne niż zwykle (nawet wlazłam w krzaczory i wcieliłam się w rolę słomiary 🙂 ) bo tym razem do roli fotografa zaprzęgłam moją siostrę, a ona ma trochę większe poczucie estetyki niż mój facet, który robi zwykle za żywy statyw i naciska guzik 😉


  • Top codzienny i lniana spódnica
  • Czarny top i fioletowa spódnica
  • Top codzienny i lniana spódnica
  • Top codzienny
  • Lniana spódnica
  • Słomiara
  • Lniana spódnica
  • Top codzienny
  • Lniana spódnica
  • Kieszeń
  • Kieszeń
  • Guziczki


 

Udostępnij: